Niejednokrotnie przekonałam się jak szybko radosne oczekiwanie na wielkie wyjście może przeistoczyć się w istny koszmar. Przyczyna zawsze jest ta sama: nie mam co na siebie włożyć. Niezależnie od tego ile bym nie miała czasu i jak bardzo nie przemyślała wyboru kreacji, zawsze stanowi on dla mnie największy problem. Być może jest to kwestia niezdecydowania a może zarzucanego mi często perfekcjonizmu, który nieuchronnie, prędzej czy później prowadzi do frustracji.

Kopertowa sukienka czyli wymarzona mała czarna 

czarna sukienka kopertowaWielkie wyjścia związane ze świętowaniem szczególnych zdarzeń czy rocznic, zarówno te długo wyczekiwane i planowane, jak i te niespodziewane, na które dostajemy zaproszenia na kilka dni przed imprezą, zwykle są okazją do ciekawych spotkań towarzyskich oraz do zaprezentowania się w eleganckiej niecodziennej kreacji. I wszystko byłoby idealnie gdyby nie ta właśnie kreacja. Wybieramy ją zawsze mając na uwadze rangę i rodzaj imprezy nie tylko dla własnego dobrego samopoczucia ale również po to, żeby sprawić przyjemność gospodarzom czy organizatorom, którzy nasz odpowiedni strój będzie rodzajem uznania dla wysiłku włożonego w organizację spotkania. Przy okazji ostatniego takiego wyjścia po raz kolejny okazało się, że żadne moje wcześniejsze pomysły czy ustalenia nie mają znaczenia w obliczu ostatecznego wyboru kreacji. I wtedy odkryłam jedyne słuszne rozwiązanie: czarna sukienka kopertowa, prosta, do kolan, z eleganckim udrapowaniem na ramionach i głębokim, trójkątnym dekoltem na plecach. Gładka, matowa tkanina była przetykana delikatną ledwo widoczną srebrną nitką, co dawało niesamowity efekt zarówno w świetle dziennym jak i sztucznym. Okazało się to proste i bardzo eleganckie rozwiązanie było odpowiedzią na wszystkie moje problemy. Sukienka idealnie zatuszowała wszystko co chciałabym schować i podkreśliła walory mojej sylwetki. Do tego była niespodziewanie wygodna i lekka. Materiał nie gniótł się i nie wypychał dzięki czemu przez cały wieczór sukienka wyglądał idealnie. Srebrna, wyrazista biżuteria nadała wieczorowego charakteru całej kreacji a szafirowe szpilki były jak przysłowiowa wisienka na torcie.

Zanim jednak osiągnęłam ten wymarzony rezultat, przymierzyłam dziesiątki wystrzałowych, szalonych sukienek, z których każda bardzo mi się podobała ale w żadnej ja nie podobałam się sobie. Przepiękne kolory, falbanki, koronki, szyfony i tiule wyglądały bajecznie dopóki ich nie przymierzyłam. Kiedy w geście rozpaczy sięgnęła po niepozorną małą czarną okazało się, że dokładnie tego szukałam. Wychodzi na to, że warto czasem zaryzykować i przymierzyć coś, czego w życiu byśmy nie założyły bo może się okazać to jedynym słusznym rozwiązaniem.